Dodano 12.12.2011
Wielkie narracje powracają, i to w wielkim stylu. Dwie ostatnio u nas wydane książki Petera Sloterdijka, Kryształowy pałac oraz Gniew i czas, stanowią tego samowystarczalne świadectwo, pokazując jednocześnie, że przekora, jaka przyświeca temu powrotowi, nie jest tylko retoryczna czy charakterologiczna, lecz metodologiczna – stanowi w istocie jeden z czynników konstruktywnych dla całej teorii; element strategii, który doskonale się broni jako narzędzie refleksji. Kto wie zresztą, czy przekora i przewrotność nie należą do najpierwszych i najszlachetniejszych cnót filozofa? I tak, wbrew panującym przekonaniom, na przekór komunałowi, któremu inni czołobitnie się kłaniają, najciekawszy żyjący niemiecki myśliciel Peter Sloterdijk w kolejnych esejach wypróbowuje instrumentarium filozoficznego „opisu całości”, panoramy czasu i przestrzeni, w której ramach mieści się tak geneza, jak i ontologia aktualności. Aby bowiem wskrzesić spośród trupów to narzędzie filozoficznej refleksji, jakim jest „wielka narracja”, i zastosować w sposób tyleż oryginalny, co inspirujący, wystarczy zdać sobie sprawę z jego konwencjonalności i arbitralności, które jednak nie są przeszkodami dla myślenia, ale właśnie warunkami jego gry. W wielkich narracjach, sugeruje Sloterdijk, w projektach „filozofii dziejów”, to nie ich całościowość stanowi o ostatecznej porażce, lecz raczej naiwny finalizm, zawsze kompromitująca, bo z zasady postchrześcijańska lub po prostu chrześcijańska eschatologia, której cienie organizują już u samego źródła wielki projekt liberalno-postępowy, tak samo jak i marksistowski.
Czytaj dalej
Dodano 05.12.2011
Orgia Myśli, wydawnictwo słowo/obraz terytoria oraz Instytut Francuski w Warszawie
zapraszają na spotkanie poświęcone
autobiografii Rolanda Barthes'a
Roland Barthes gorzej: po prostu się pan k o n s t y t u u j e
Udział wezmą:
Paulina Kwiatkowska (IKP UW) Wojciech Michera (IKP UW) Wiktor Rusin (OM)
Wśród najwybitniejszych umysłów XX wieku Roland Barthes zajmuje miejsce szczególne. Porzucał kolejne teorie i koncepcje, zanim inni zdążyli się z nimi na dobre zapoznać. Z semiotyka i strukturalisty stał się w ostatnich latach życia piewcą "przyjemności tekstu" oraz "dyskursu miłosnego". "Roland Barthes" to książka o tej niezwykłej postaci - książka, którą autor "Mitologii" napisał o sobie samym. Poręczny słownik nieporęcznej, bo zawsze wymykającej się egzystencji. Arcywzór ponowoczesnej autobiografii. W epoce, w której każdy pisze o sobie, nikt nie uczynił tego równie przenikliwie jak Roland Barthes.
Czwartek, 8 grudnia 2011, g. 19, Instytut Francuski, ul. Widok 12, Warszawa
Zapraszamy!
Dodano 03.12.2011
W ostatnim filmie Marka Koterskiego „Baby są jakieś inne” (2011) pada intrygujące sformułowanie: „Mężczyźni to nowe kobiety”... Film ten bardziej niż fabułą czy epicką historią jest raczej traktatem na temat różnicy płci. Potwierdzają to występujące w nim „dłużyzny” – dwóch męskich bohaterów jedzie samochodem, prowadząc pełen śmiesznych gagów i czasem błyskotliwych myśli, ale jednak potwornie ciągnący się i nużący, dialog...o babach. I choć w polskim kinie nie jest to nowa tematyzacja – by przypomnieć choćby „Seksmisję” czy pozostające w kręgu różnicy płci i nie ustępujące jej w niczym w konserwatyzmie produkcje Andrzeja Saramonowicza („Testosteron” i „Ladies”, oba z 2007 roku) – coś tu ulega zmianie. U Koterskiego pojawia się jakaś nowa perspektywa mówienia o płci i hierarchii płci, o seksualnej tożsamości jako wyniku społecznego kontraktu, który determinuje jednostkę i nie jest „naturalny”. Jest to nowy (filmowy) głos może nie do końca spójny, ale tym razem bardziej postępowy, bo kwestionujący zastany porządek i istotnie dopełniający obrazu tego, co dzieje się w polskim świecie przedstawień teatralnych i filmowych (i co odpowiada zapewne społecznemu imaginarium), a mianowicie - ewolucji seksualnej. Jak wiadomo seksualna rewolucja nigdy się w Polsce nie odbyła, ale teraz w okresie transformacji, przyśpieszonego odrabiania lekcji postmodernistycznych teorii stawiających płeć w zbiorze obowiązkowych wartości w renegocjacji społecznego kontraktu, przechodzimy coś na kształt ewolucji naszych wyobrażeń o społecznej i intymnej roli seksualności.
Czytaj dalej
Dodano 25.11.2011
ORGIA MYŚLI I CHŁODNA 25 zapraszają na spotkanie poświęcone książce Kamila Sipowicza „Czy marihuana jest z konopi?”
W dyskusji udział wezmą: Autor Janusz Palikot Krzysztof Lewandowski Jacek Dobrowolski Spotkanie poprowadzi Joanna Ziółkowska
Imię: Marihuana Nazwisko: Canabis Wiek: 12 tys. lat Status: wyższa użyteczność publiczna Narodowość: obywatel świata Wyznanie: każde możliwe Profil ogólny: 12 tys. lat symbiozy z homo sapiens Współczesny status: od ponad 100 lat wróg publiczny Miejsce ostatniego pobytu: międzynarodowe więzienie
Książka Sipowicza to w istocie biografia kontrowersyjnej dziś rośliny - konopi. Autor w ciekawy i dobrze udokumentowany sposób przedstawia historię związku człowieka i konopi. Począwszy od starożytnych kultur poprzez cywilizację Dalekiego Wschodu aż do Europy wieków średnich, XIX-wiecznych Stanów Zjednoczonych i wreszcie czasów współczesnych, – którym poświęca zdecydowanie najwięcej uwagi - opisuje nie tylko wielorakie zastosowanie konopi, ale też – a może przede wszystkim - pokazuje ich wyjątkowe miejsce w historii człowieka. Szczególnie zaskakują i przykuwają uwagę dokumenty z różnych epok, m.in. artykuły prasowe z lat 30., opisy salonów haszyszowych czy reklamy zachęcające do zakupu produktów z konopi.
Książka Kamila Sipowicza jest próbą odpowiedzi na pytania, skąd wzięło się tyle nienawiści i agresji wobec konopi, oraz czy istnieją szanse na ich rehabilitację i przywrócenie im należnego miejsca w życiu człowieka. Czy rzeczywiście prześladowanie ludzi używających konopi w celach mistycznych lub rekreacyjnych jest prześladowaniem czysto politycznym – jak sugeruje autor? Czy „biowładza” i „biopolityka” pragną napiętnować tych, którzy ośmielają się realizować swoją wolność poznawczą? Czy delegalizacja marihuany jest łamaniem prawa dostępu do informacji, wolności poglądów, wyznań i samostanowienia jednostki? Czy legalizacja/delegalizacja marihuany to kwestia polityczna czy kulturowa?
Poniedziałek, 28.11.2011, Chłodna 25, godz. 19.
Dodano 20.11.2011
Orgia Myśli oraz Galeria MiTo zapraszają na nowy cykl dyskusji pt. „Orgia ateologiczna”
Ostatnie lata pokazują wzrost zainteresowania religią i religijnością człowieka pod hasłem ich przechwycenia czy recyklingu, mającego na celu nie ich zniesienie (w duchu tradycji oświecenia), ile postsekularne przeobrażenie w produkt spełniający potrzeby już oświeconej, ale wciąż niezadowolonej klienteli z segmentu rynku idei metafizycznych i im pochodnych. Neoteologia i kryptoteologia, rezygnując z typowych key-words obskurantyzmu oraz eklezjalizmu, przechodzą na pozainstytucjonalny marketing bezpośredni, nakierowany na egocentryczne lifestyles wielkomiejskiego postmieszczaństwa, do których katalogu zaliczyć można z równą szansą na sukces ajurwedę, buddyzm zen czy kult słońca i drzew – ale także bardziej subtelne propozycje egzystencjalne czy polityczne, dzięki którym np. w kręgach nowoczesnej lewicy powstała moda na bycie chrześcijaninem. Tendencje te bardziej widoczne są na zachodzie; Polska, kraj pod tym względem zacofany, wciąż jeszcze nie przyswoiła do końca podstaw Oświecenia i znajduje się na wczesnym etapie walki (główny nurt debaty politycznej dotyczy sprawy tak dawno już gdzie indziej zażegnanej, anachronicznej, jak krzyż w parlamencie) toteż postsekularyzm zaskakuje nas gorzej przygotowanych i łatwowiernych, słabiej zakorzenionych w tym, z czego on sam się wywodzi. Dlatego potrzebna nam jest dyskusja o krajobrazie (post)metafizycznym naszych czasów, postawach i dylematach bezbożności w dobie kryzysu oświecenia i neotradycjonalizmu.
Spotkanie 1. „Na pustyni”, czyli dowody na nieistnienie ateistów.
Najnowsza książka Agaty Bielik-Robson „stawia tezę, że od religii uciec nie sposób”. Wędrując po labiryntach, a nierzadko też piwnicach dyskursów późnej nowoczesności, autorka pokazuje, że są one jednakowo naznaczone przez podstawowy problem ludzkiej skończoności, której „odkrycie” konstytuuje świat nowoczesnego człowieka. Problem ten, nieodparty i niedający się zrelatywizować, stanowi źródło wszelkiej religijności i wiary; każde jego rozwiązanie prowadzi do przyjęcia jakiegoś Boga, jawnego bądź ukrytego. Docierając do jądra kondycji ludzkiej, Agata Bielik-Robson nie tylko kompromituje wszelki ateizm jako ukrytą pobożność, ale i proponuje swoją wersję religijnego witalizmu, który jedynie zbawić może współczesnego człowieka przed nihilizmem kultu śmierci. Oferta autorki jest więc nie tylko teoretyczno-krytyczna, bowiem ma też stanowić odważną propozycję lifestyle’ową na rynku postsekularnym, i to usytuowaną na najwyższej półce produktów luksusowych, wysoko zaawansowanych technicznie i skomplikowanych w obsłudze.
Dyskusję na ten temat, z udziałem autorki, poprowadzi Jacek Dobrowolski.
Czwartek, 24.11.2011, godz. 19.30, Galeria MiTo, Waryńskiego 28, Warszawa (Metro Politechnika)
Dodano 04.11.2011
Orgia Myśli, Pracownia Filozofii Francuskiej Instytutu Filozofii UW, Wydawnictwo Naukowe PWN
zapraszają na otwartą sesję naukową
LOGIKA DELEUZE’A
poświęconą Logice sensu Gilles’a Deleuze’a
Program:
13.00 Jacek Dobrowolski: Deleuze i noologia radykalnej bezbożności
13.50 Michał Herer: Czytanie Deleuze’a
14.40 Jakub Tercz: Kiedy coś się wydarzy… Aion i Chronos
15.30 Przerwa
16.00 Michał Gusin: Deleuze'a wprowadzenie do psychoanalizy (logika sensu)
16.50 Joanna Bednarek: Logika sensu – najbardziej lacanowska z książek Deleuze’a?
17.40 Andrzej Leder: Logika sensu, logika traumy
Środa, 9 listopada, Pałac Tyszkiewiczów,
ul. Krakowskie Przedmieście 32, Sala Balowa (wejście od ul. KP 32)
W trakcie sesji Logika sensu w promocyjnej cenie!
Dodano 27.10.2011
Jako fantazmat – jeśli nie rzeczywiste zdarzenie – orgia intryguje nie tylko samo ciało, ale też, co zresztą oczywiste, myśl. W swej formie, w swej mocy relatywizacji i odwrócenia, a także ekstazy orgiastyczność inspiruje myśl obietnicą radykalnej emancypacji, nawet jeśli – a może zwłaszcza dlatego, że – ambiwalencja orgii zawsze może wieść na pokuszenie, mamiąc ku pewnym sferom swobody efemerycznej i pozasystemowej, które w tej samej mierze zadowalają szybkim i pustym odlotem swobody (czy może raczej pustej swawoli), co rozczarowują kacem powrotu do nigdy nie słabnących, nawet gdy zmiennych i wahających się realiów opresji. Jednak budzenie się z niesmakiem i bólem głowy, szok powrotu do tego, co było, do normalności, która wydaje się tym bardziej deprymująca i przemożna, że właśnie obnażona w swej umowności, jest być może wpisane w koszta wszelkiej formy życia ludzkiego, których spłatę pominąć lub okupić tanio próbują utopiści (utopia to miejsce, gdzie orgia nie jest już w ogóle potrzebna czy logiczna – w skrajnym przypadku markiza de Sade i jego projektu pornopolitycznego z odezwy „Francuzi, jeszcze jeden wysiłek” dlatego, że sama jest orgią...)
Czytaj dalej
Dodano 01.10.2011
Wbrew wszelkim pozorom – zakłamaniu, lękom, pysze, megalomanii, ksenofobii (stanowiącym raczej czynniki reaktywne i terapeutyczne) – polska świadomość zawsze ostatecznie okazywała się formacją autoopresyjną. Patrz na okrucieństwo to jedyne trafne określenie trybu przyswajania czegokolwiek (w szczególności własnej historii – czy to w narracji o winach, czy o ofiarach). W istocie model rozszarpywania stał się wzorcowy – pewien zasadniczy brak wyrozumiałości powoduje, że Polak nigdy nie płacze z powodu doznanych ran, lecz zawsze jedynie się im przygląda. Oczywiście uwewnętrzniona przemoc łatwo znajduje tym brutalniejszy wyraz zewnętrzny.
Czytaj dalej
Dodano 25.07.2011
Kto dzisiaj pamięta, skąd pochodzi nazwa najsłynniejszego francuskiego symbolu uciech zmysłowych, czyli placu Pigalle. Nadano ją w 1803 roku dla upamiętnienia znajdującej się u zbiegu ulic pracowni jednego z najważniejszych XVIII-wiecznych rzeźbiarzy Jeana-Baptiste’a Pigalle’a (1714–1785), tworzącego wtedy, gdy w malarstwie święcił triumfy styl rokoko. Owa bliskość stylu, który język władzy zastępuje językiem przyjemności i niezwykła kariera hasła „Pigalle”, współcześnie nadal swobodnie znamionującego triumf ulotności nad powagą, pokazuje nieuchronne, ukryte konsekwencje drzemiące w naszej wyobraźni. Choć plac Pigalle stracił dziś swój „występny” blask – stał się głównie miejscem turystycznym, gdzie ściągają tłumy z całego świata, a francuscy maturzyści z prowincji świętują sukcesy z rodzicami – sam „występek” metaforycznie się tu zadomowił. Pigalle, dziewiętnastowieczna stolica rozrywki, posiadająca na całym świecie swe kopie i klony (by przypomnieć nasz rodzimy, warszawski „pigalak”), jest raczej symbolem oddzielenia i normatywizacji tego, co mieszczańskie społeczeństwo uznało za wywrotowe, ale bez czego nie mogło się obyć. Mieszczański ład ugruntował zakaz i wykluczenie anarchii seksualnej, na antypodach której się ukonstytuował, podporządkowując przyjemność ekonomii zysków i produkcji. Ostatnią epoką, w której można było myśleć o „czystej” przyjemności, przyjemności dla przyjemności jako projekcie estetycznym, egzystencjalnym i ideologicznym, były czasy Jeana-Baptiste’a Pigalle’a, epoka rokoka.
Czytaj dalej

Dodano 18.06.2011
Orgia Myśli
Księgarnia Tarabuk zapraszają na spotkanie poświęcone książce Piotra Laskowskiego
Maszyny wojenne. Georges Sorel i strategie radykalnej filozofii politycznej
Myślenie i przemoc
Z udziałem Michała Herera, Krzysztofa Wolańskiego oraz Autora
Spotkanie poprowadzi
Mateusz Falkowski
Wtorek, 21 czerwca, godz. 17, Księgarnia Tarabuk, ul. Browarna 6
Kim jest i kim może być dla nas dziś Georges Sorel, ekstrawagancki myśliciel, teoretyk nauki, ale nade wszystko jeden z najosobliwszych filozofów politycznych? Pozostaje z pewnością pomysłowym twórcą pojęć i kategorii, które w sposób równie bezwzględny co zaskakujący otwierają dostęp do współczesnej rzeczywistości społeczno-politycznej. Z książki Piotra Laskowskiego wyłania się portret możliwego towarzysza (czy wręcz patrona) dla wszelkiej radykalnej, nie pozbawionej przy tym precyzji i krytycyzmu myśli.
Dodano 17.06.2011
Dyskusja nad wykluczeniami powstającymi w obrębie stosunku obywatelstwa do demokracji dotyczy również wymiarów konfliktowych samej demokracji czy też roli konfliktów społecznych w wyłanianiu się tego, co określiłem jako demos konstytuujący. Dyskursy na temat „końca historii”, bardzo popularne po rozpadzie systemu radzieckiego (Fukuyama), prognozowały spadek ważności konfliktów społecznych w ramach neoliberalnej globalizacji, z kolei myśliciele kontynuujący linię rozumowania Schmitta (jak Huntington) sądzili, że konflikty te zostaną zastąpione przez etno-religijne „zderzenia cywilizacji”. Niektóre zjawiska zdają się to potwierdzać. Jednakże konflikty społeczne mogą równie dobrze zyskać na sile i przemieścić się na inny poziom w tej mierze, w jakiej obecny kryzys finansowy dotyka samych podstaw życia codziennego. W efekcie federacyjna konstrukcja europejska (która za taką się wciąż nie uważa) stanie przed następującym dylematem: albo pozwolić na zniesienie prawomocności własnych instytucji, trzymając się kurczowo czysto „liberalnego” kursu, albo rozwinąć władzę regulacji, inicjatywy i koordynacji poszczególnych polityk ekonomicznych, co nie mogłoby się obyć bez budowania dla tej koncepcji oddolnego wsparcia, którego dzisiaj właściwie nie ma. Jeśli chciałoby się ograniczyć dominację finansowego i spekulacyjnego kapitału nad realnymi inwestycjami i ochronić miejsca pracy, należałoby liczyć się z konfliktami klasowymi, a także narodowymi tam, gdzie opieka społeczna i tradycyjny interwencjonizm państwowy cechują się głęboką nierównością.
Czytaj dalej
Dodano 12.06.2011
Orgia Myśli oraz Chłodna 25 zapraszają na czwarte spotkanie z cyklu:
Orgia Myśli o Polsce
pt.
Niedole cnoty, czyli z genealogii polskiej literatury i kina
W spotkaniu udział wezmą:
Jakub Majmurek
Jacek Szaban
Prowadzenie:
Jacek Dobrowolski
Czwartek, 16 czerwca 2011, godz. 19, Chłodna 25, Warszawa
Zapraszamy
Cnotliwość to zjawisko, które począwszy od samych źródeł zdaje się definiować to, jak Polak uprawiający sztuki narracyjne konstruuje wizję świata i w jej ramach poszukuje dla siebie sensu życia.
Krótki przegląd „milowych kamieni” polskiego kina w ostatnim dwudziestoleciu, prowadzi do zaskakującej konstatacji, że rodzimi twórcy, nawet ci, którzy wcale nie zdają się per se szczególnie cnotliwi czy konserwatywni, w chwili gdy stawiają sobie za cel stworzenie szerszego obrazu współczesności, przemawiają językiem cnoty i w konsekwencji, chcąc nie chcąc, cnotę postulują.
Skąd bierze się to, że dwieście lat po Panu Tadeuszu, po Potopie i po Weselu, także we współczesnym, złożonymi i wielowymiarowym świecie polscy pisarze i filmowcy z trudem jedynie i na zasadzie pobocznego eksperymentu raczej niż świadomej decyzji odchodzą od kategorii „moralnego wstrząsu”, „opamiętania się”, „duchowego przebudzenia”, będącego jednocześnie „przebudzeniem narodowym”, „otwarcia się na głos sumienia”? Czy Polacy z istoty swojej, jeśli mają oni jakąś pozytywną istotę, są cnotliwi? Czy „urządzenie cnoty” jest źródłem, skutkiem, czy może „inną stroną medalu” w stosunku do irrealizmu i aspołecznego indywidualizmu? Czy może moralizatorski etos już od historycznego zarania naszego dyskursu o samych sobie jest surogatem realnych mechanizmów społecznych i środków ich opisu? Czymś, co wpadło Polakom w ręce wraz z dziedzictwem przed-oświeceniowej i przed-racjonalistycznej epoki i wciąż nie pozwala im chwycić za inne narzędzia opisu tego, kim są i dokąd zmierzają?
|