Swobodne zapiski prozą na wiele tematów, ale do przeczytania w parę chwil

 

dedykuję Orgii Myśli

1. Kto żyje literaturą, żyje w światach równoległych. Bo wprawdzie mówi się o świecie medycyny albo religii, mówi się, że lekarz lub ksiądz żyją każdy w jakimś świecie – i świat lekarza, i kapłana są jednak światami wewnątrz szerszej rzeczywistości, nierównorzędnymi; jedynie filozofowie snują w ogóle domysły na temat równoległych światów, a jeszcze rzadziej niektórzy opowiadacze i poeci takie światy powołują. Obcując z nimi żyje się więc w dwóch (co najmniej) oddzielnych, rządzących się różnymi prawami rzeczywistościach, które, choć równoległe, wzajemnie się wykluczają i odrzucają, albowiem oddziela je przepaść marzenia i jego paradoksalnie nihilistycznej natury; które zarazem, wykluczając przenikają się, pozostają jednak niewspółmierne i zamknięte na siebie, ustanawiając takie punkty widzenia, z których nigdy ten drugi nie może stać się czymś jednoznacznie afirmowanym. Czy te światy nigdy nie łączą się? – owszem, ale te połączenia są jedynie przebłyskami o nieznanej bliżej naturze. Tak więc ryzyko miłośnika literatury to ryzyko małego mieszczańskiego obłędu zawsze od nowa podejmowanego, z całą naiwnością, tej nieuchronnej alienacji, jaką przeżywa on zgodnie z zasadą, że wszyscy jesteśmy panią Bovary (chyba że, jak niektórzy, jesteśmy tacy jak jej mąż, ewentualnie któryś z uwodzicieli). Jak być nim (miłośnikiem literatury, nie uwodzicielem) i nie dać się zwariować, ale i zarazem nie zgłupieć do szczętu, czyli jak uniknąć nadmiernej egzaltacji z jednej a tępoty z drugiej strony (nie zapominając rzecz jasna o tym, że szczyptę egzaltacji i kiełek głupoty zawsze można dodać dla smaku)? Nawet najlepsza odpowiedź na to pytanie nie pozwoli jednak uniknąć tego fatum. Życia w pomnożonej rzeczywistości. Można zatem tylko cieszyć się jak dziecko jadąc tramwajem z kapitanem Nemo tańczącym na naszym nosie.

2. Czas. Można stwierdzić, zwłaszcza zaś wtedy, gdy o tym pomyśleć w pozycji poziomej, iż czas nie jest ani linią, ani kołem, ani ciągłym następstwem zdarzeń, ani upartym powracaniem sekwencji (choć tym bywa; zresztą w ogóle właśnie nie jest, tylko bywa; toczy się dziurawo) – przede wszystkim wydaje się mgławicą rozmaitych, dryfujących pośród siebie „niekompletnych upływów”, które oddzielają od siebie gwałtowne, niedostrzegalne i bezczasowe przeskoki: coś się działo, ale oto nagle dzieje się już coś innego... (Dobrze to widać w akcie miłości, w nim wyraźnie widoczna jest niewyraźność początku (skąd się to wzięło?), niekompletność środka (do czego to zmierza?) i nieuchwytność końca (kiedy to się stało?)). Wylegiwanie się, rozmowa twarzą w twarz, sport, taniec, gapienie się, miłość, jazda samochodem, branie kąpieli, nuda, stanie w kolejce, zasypianie, bezsenność, sen, wypełnianie obowiązków, podróżowanie – wszystko to są zupełnie inaczej zorganizowane „upływy”, każdy inaczej się nie-dokonuje, wszystkie razem zaś tłoczą się jakby jednoczesne w wielkim rozgardiaszu teraźniejszości, o której nikt nie może wiedzieć, ile już trwa. To dlatego przebieg zdarzeń jest zwykle niejednoznaczny, zaś jego głębia i przyczyny – antynomiczne. Pomyśl o tym, gdy będziesz kiedyś leżał pod chmurami. Myśli unoszą się w próżni.

3. Należy żyć tak, jakby każdy twój ruch miał być tym właśnie muśnięciem skrzydeł motyla, które wywoła huragan w Arizonie. Imperatyw kategoryczny teorii chaosu.

4. Realia szydzą. Sprzeczności rzucają się w oczy.

5. Na każde „dlaczego?” ostateczną i najważniejszą odpowiedzią jest: arbitralność. To, co masz zrobić, musi być bezwzględnie przypadkowe, by było uniwersalne; sobiepańskie, by było aksjomatyczne. O nic innego nie warto się starać. Imperatyw estetyczny.

6. Ciesz się powoli. Rzeczy najlepsze zachodzą zwykle w najwolniejszym tempie.

7. Uważaj! Czynności zasysają, gdy jest się rozkojarzonym. Np. obierasz cebulę godzinami.

8. Wielkim wrogiem wewnętrznej polirytmii był Platon. Uważał, że dusza powinna iść zawsze jednostajnym krokiem, nie zwalniać i nie przyspieszać.

9. Dlaczego muchy zawsze latają po liniach prostych? Musza prostolinijność kontra komarza krzywolinijność. A jednak komara, paradoksalnie, łatwiej zatłuc.

10. Patrzeć z góry na trasę szybkiego ruchu można tak, jak patrzy się na morze. Żywioł nie przestaje kipieć pod tobą.

11. Szalone drzewo może stać tuż za oknem.

12. Osobnik dystyngowany: zawsze wie dobrze, kiedy być grzecznym, a kiedy nie. Stopniowanie uprzejmości na szeroką skalę. Bez tego jest się tylko sztywniakiem.

13. Ktoś, kto ma zbyt wiele moralnie słusznych poglądów, jest równie podejrzany, jak ktoś, kto nigdy w życiu nie zapalił papierosa. (Może być, że to ta sama osoba.)

14. Ludzie stali, ludzie płynni i ludzie gazowi. Ludzie planety, ludzie satelity, ludzie komety. Ludzie zwierzęta i ludzie rośliny. Mikroby i makroby. Ludzie historie i ludzie aforyzmy.

15. Być do tego stopnia skromnym, by wstydzić się własnej skromności i nie okazywać jej, zazwyczaj maskując się nieskromnością.

16. Szyb wentylacyjny przynosi dźwięki. Drze się jakieś dziecko, w górze lub w dole. Sprawia to w sterylnej klatce łazienki wyjątkowo upiorne wrażenie. Myśl o piętrowej serii takich klatek.

17. Człowiek nie wie o sobie nic pewnego, a zbyt wiele przypuszcza – i wciąż zaskakuje sam siebie, i wciąż, także, nudzi się sobą.

18. Tupet znaczy więcej niż inteligencja. Nie mając inteligencji, można mieć prawie wszystko od ludzi. Nie mając tupetu nie można mieć prawie niczego.

19. Możliwe, że życie jest jak dyskoteka: nie ma sensu krążyć, przeciskać się i pchać. Wystarczy stanąć w jednym dobrze wybranym miejscu, a wszystko, co najważniejsze, samo przetoczy ci się przed oczami.

20. Jechałem windą w dół. Na piątym piętrze kabina zatrzymała się i wsiadł do niej nieznany mi młody człowiek w czapce z daszkiem i papierosem w ustach. Spojrzał mi wyzywająco w oczy, wydmuchując dym. Spuściłem wzrok. Na drugim piętrze młodzieniec wysiadł. Ile już razy w życiu jechałem windą – wiele tysięcy? A taka przygoda zdarzyła mi się po raz pierwszy.

21. Światowy dzień bohaterów bajek.

22. Różnice poziomów: można popełniać błędy i potykać się na takim poziomie, do jakiego nawet nie dociera ktoś inny w swoich najbardziej bezbłędnych popisach – tylko kto wychodzi zwycięsko z takiego porównania?

23. Epoka „postsekularna”: jeśli nie wiadomo, o co chodzi, to wiadomo, że chodzi o Boga.

24. „Nie wierzę, bo to absurdalne.” Dobre czasy dla Tertulianów ateizmu.

25. Impreza towarzyska. Podchodzi do mnie nieznajoma kobieta, bardzo piękna.

-Dokąd płynie ten statek?

Obracałem w palcach kostkę.

26. Inna impreza, a może miejsce publiczne. Podchodzi nieudacznik. Mówi, tonem braterskim i smutnym: nam to się nigdy nie uda, nie?... „Nam”. Odrzekłem, nieco zaniepokojony, butą maskując się przed samym sobą: Słusznie prawisz, człowieku.

27. Nie można czasem nie zadać sobie tego pytania: o czym ci wszyscy ludzie tak żywo dyskutują?

28. Podróże nie kształcą, lecz odurzają; są doświadczeniem narkotycznym, transem, a nie źródłem wiedzy. Podróżujesz po to, by stawać się bezdomnym.

29. Sen. Byłem kobietą.

-Idziesz do mężczyzny, nie zapomnij maski!

-Tylko jakiej maski?

-Tylko jakiej maski?... – powtórzyła staruszka.

30. Warto uczyć się języków obcych. Dzięki nim nie poznasz swojego odbicia w lustrze.

31. U podnóża góry, barwy czerwonawej, siedział starzec grający na fujarce: „salam alejkum!” – rzekł mi na drogę. Tak powinno być przed każdym wejściem na górę.

32. W naszym kraju rządzi dwóch królów. To sterearchia. W zasadzie ze względu na tradycję tych dwóch królów nazywamy królem i królową. Ale królowa nie jest żoną króla. Mówi się o niej królowa matka, ale nie jest też jego matką. Ani nawet matką wszystkich poddanych, jak chce mit stworzony na użytek dawnych czasów. Król i królowa mają osobne linie sukcesji i pochodzą z różnych dynastii. W istocie system ten wynika z naszego odwiecznego przekonania, że władza płynie z rozmaitych i niezbadanych do końca źródeł, i nigdy nie staje się jedną, gdyż grozi to końcem świata. W związku z tym, jak można uznać, w rozumnych czasach oświecenia powstała u nas doktryna „funkcjonalnej dysharmonii władz”. Sama praktyka jest zresztą rozmaita i zmienna. Król i królowa czasem nienawidzą się, a czasem przyjaźnią; raz król przeważa politycznie nad królową, innym razem relacja się odwraca albo i nastaje równowaga. Nie ma to związku z tym, czy akurat królową nie stał się mężczyzna (albo na odwrót, bo i takie przypadki miały miejsce w tysiącletniej historii państwa). Każdy z dwóch królów cieszy się własnym dworem ministrów, który jest zarazem oficjalnym haremem-małżonkiem władcy. W naszym królestwie, co oczywiste, nieznana jest religia.