Falkowski: Leibniz

Autor: 

Dodano 14.04.2009

Niewykluczone, że udało się Leibnizowi narzucić późniejszym interpretatorom przynajmniej część własnych schematów kategorialnych, tak iż patrzą nań oni, a za nimi my, tutaj, za ich pośrednictwem, przez ich pryzmat. Dorzućmy tedy jeszcze jeden komentarz, który jeszcze silniej pogrąży nas w mętnych analogiach i niebezpieczeństwach dziwacznego, bo odwróconego poniekąd biografizmu, „kontrbiografizmu” być może: „był szczupły i blady: wysmukłe palce przedłużały jego pokryte mnóstwem linii dłonie. Oczy, zawsze słabe, odsuwały od niego zniewalające obrazy wzrokowe. Chodził z pochyloną głową i nie znosił nagłych ruchów. Cieszył się zapachami i czerpał z nich prawdziwe pokrzepienie.” Mamy oto wewnętrzne oddzielenie od świata, w który zawsze i bez reszty się angażuje, ale bez złudzenia bezpośredniego kontaktu z zewnętrzem, jakie daje dystansujące spojrzenie – zmysłowość raczej bezpośrednia, bliska, doznania rodzące się od razu w „środku”: węch i słuch (przypomnijmy ulubiony i często wykorzystywany przykład z szumem fal). O co chodzi w tym wszystkim? Świadectwem czego mogłoby być zarysowane tu jedynie wstępnie „pojęcie Leibniza”?

Czytaj dalej