Dodano 16.06.2009
Orgia Myśli oraz Goethe-Institut w Warszawie zapraszają na dziesiąte i ostatnie spotkanie z cyklu ORGIA Z MYŚLĄ NIEMIECKĄ
poświęcone myśli Richarda Wagnera
PRZYPADEK WAGNERA I "KRYZYS" MUZYKI
Udział wezmą:
Andrzej Chłopecki (Polskie Radio 2)
Bartek Działoszyński (red. Encyklopedii PWN)
Jan Topolski (magazyn o muzyce współczesnej "Glissando")
Wiktor Rusin (OM)
Spotkanie poprowadzi Jacek Dobrowolski (OM)
Piątek, 19 czerwca, godz. 18.30
Goethe-Institut w Warszawie, Chmielna 13a
Czy jednak niektóre, choćby i krzywdzące stereotypy, nawet po bliższym spotkaniu z Wagnerem, po zauroczeniu jego muzyką, nie znajdują potwierdzenia? O ile projekt Wagnera, z punktu widzenia założeń samego twórcy, wydaje się kompleksowy i w pełni integralny, o tyle wszelkie interpretacje jego dzieła napotykają na sprzeczności. Trudno myśleć o „saskim czarodzieju” (Musil) inaczej jak o postaci w dziejach muzyki niejednoznacznej i paradoksalnej. Gigantomania i odwaga intymności skierowanej przeciwko rozbuchanym szablonom operowym. „Synteza wszystkich sztuk” i poszukiwania na obszarze problematyki czysto muzycznej, „abstrakcyjnej”, bodaj najodważniejsze w całym jego stuleciu.Na temat mało którego twórcy powiedziano tyle banałów i uproszczonych sądów. Kompozytor-poeta, interpretator dawnych mitów, sam stał się postacią „mitotwórczą”.
Można oczywiście skwitować sprawę czołobitnie i stwierdzić, że Wagner swoim rozmachem zwyczajnie nas przerasta. Warto jednak spojrzeć nań bardziej analitycznie. Wszak to kompozytor, który wpłynął na swoich następców, jak mało kto przed nim i jak być może już nikt po nim, i który swoim oddziaływaniem wpisuje się w obraz pęknięcia czy „kryzysu” muzyki, jaki uosabiał i współtworzył.
Wagner – kwintesencja XIX wieku, a jednocześnie pierwsze zerwanie z tradycją tego stulecia, postać zarazem „reakcyjna” i „awangardowa”, uruchamiająca wewnątrz własnej muzyki przeciwstawne prądy i obozy. Wielokrotnie ten stan tworzył swoiste „pole selekcji”: co wziąć ze spuścizny Wagnera, co z niej odrzucić i skreślić?
Czy takie postawienie sprawy jest konieczne? Czy jest możliwa – dziś, kiedy czysto muzyczna spuścizna Wagnera nie wyznacza już bezpośrednich inspiracji ani nie budzi bezpośrednich protestów – syntetyczna wizja jego dzieła, w jakiś sposób unieważniająca dawniejsze spory interpretacyjne? A jeżeli jesteśmy skazani na sprzeczności, to skąd się brała owa „wielość Wagnerów”? Wagner Mahlera i Ryszarda Straussa, Wagner (uwielbiany) Baudelaire'a, Mallarmego i Prousta, (znienawidzony) Wagner Gide’a czy Camusa. Wagner młodego Nietzschego i Wagner Nietzschego dojrzałego. Wagner, którego nie cierpiał Strawiński, Wagner, którego kochał i zdradzał Debussy, Wagner, od którego w pewien sposób wychodziła i którego „przekraczała” Nowa Szkoła Wiedeńska, Wagner „kompozytor narodowy” w czasach obskuranckiego reżimu NSDAP, Wagner pod batutą Bouleza, Wagner, o którego librettach z uznaniem wyrażał się Levi-Strauss i który inspiruje skrajnie lewicową myśl Badiou, wreszcie Wagner – ulubieniec totalnych widowisk Hollywood, z Czasem apokalipsy na czele. Jaki może być „nasz” Wagner? Jakie będą nasze afirmacje i krytyki?