Obarczony

Punktem wyjścia – jednocześnie wyzwaniem i pierwotnym potencjałem – jest roszczenie albo wielość roszczeń. Honor, obowiązek, miłość... – każde roszczenie wymaga odpowiedzi. Odpowiedź jest związaniem. Nie ma mowy o niejasności – roszczenie, choć zewnętrzne, nie wprawia w pomieszanie, nie zmusza do odwrotu. Jest więzią-materią, którą należy zacieśnić-rozwinąć. Żadna droga nie prowadzi do wnętrza bohatera, wszystkie do autonomizacji roszczeń. Niechęć do rezygnacji sięga tak głęboko, że trudno mówić o jakiejś selekcji. Bohater Corneille’a jest nieskończenie otwarty i gościnny. Raduje go każdy ciężar: świat jest w pierwszym rzędzie tym, co obarcza.

Ja rozdarte nie potrafi wybrać – obarczony wybierać nie zamierza. Pierwsze zawsze pragnie niemożliwego wyzwolenia – los drugiego to postępujące stawanie-się-zniewolonym. Pierwsze w obliczu zewnętrznej i brakującej formy nieprzerwanie ustanawia własne wnętrze, w którym stale też natyka się na negatywną zależność od instancji zewnętrznych. Drugi – gotów na każde wezwanie – konsekwentnie rozwija samoistność roszczeń, uniemożliwiając tym samym jakąkolwiek konfrontację między nimi (nic z natury się nie wyklucza), jak również między sobą a innymi bohaterami. Komizm wynika tu właśnie z braku wszelkich starć, z barier niemożliwych do pokonania a wznoszonych wciąż albo przez odpowiedź na kolejne roszczenia (na pozór sprzeczne z dotychczasowymi), albo przez upór, z jakim obarczony trwa przy poprzednich. „Nie ganię sobie tego, com czynił” – oto naczelna zasada obarczonego. Czas służy wyłącznie kumulacji – „co się stało, rozstać się nie może”: nie oznacza to wcale melancholijnej konstatacji na temat przemijania. Nic nie ginie – już prędzej się osadza. Czas pozwala niczego nie stracić. Bardziej niż przemijaniem jest trwaniem.

Efektem musi być przesada. W pewnym sensie nic nie może się dokonać, rozstrzygnąć. Nawet kochankowie wznoszą między sobą przeszkody. Siłę miłości mierzą wielkością oddalenia. Chimena, której obowiązek nakazuje nienawidzić Roderyka, na wieść o jego przeżyciu w walce wyraża radość, że jako zwycięzca jest teraz tym bardziej „godny iść pod prawną rękę”. W ten właśnie sposób realizuje się obietnica, którą złożyła mu wcześniej – „Muszę się wielkim sercem zrównać z tobą godnie”. „Serce” nie odsyła bynajmniej do głębi jednostkowych uczuć („kocham”), lecz stanowi synonim otwartości. Jest zasadą hiperbolizacji, nie zaś upodmiotowienia. Dlatego „mieć serce” do złudzenia przypomina (tradycyjne) bycie „bez serca”. Roderyk walczy w prawomocnym pojedynku o Chimenę, ta jednak wielkodusznie stwierdza: „Choć wygra, jeszcze nie tak gotowa zapłata”. – „Cokolwiek król przyrzekł za tę bitwę,/ Musi się nie przez jedną dobijać mnie brzytwę.” W sedno sprawy trafia Elwira, choć, rzecz jasna, wypowiedź ma charakter pretensji – „Czy chcesz, jakoby dosyć nie było raz stracić”. Oczywiście strata o tyle nie oznacza tu rezygnacji, o ile tracić trzeba nie „na zawsze”, lecz „cały czas”.

Widać to wyraźnie, jeśli porównać kochanków z dwojgiem innych pretendentów. Królowa – zakochana w Roderyku – w charakterystyczny sposób reprezentuje tradycyjne, by nie rzec oficjalne podejście do problemu, tzn. traktuje go właśnie jako problem do rozstrzygnięcia: miłość contra obowiązek (w podobnym duchu postępuje też król, którego irytuje upór Chimeny, jej pragnienie zemsty na kochanku za śmierć ojca, zarazem wiernego sługi królewskiego; dla króla Roderyk doskonale mógłby go zastąpić – „kto z prawa rządzi, wszystko na wagę wkłada”; do swojego problemu królowa również podchodzi z „wagą” – problem to zawsze kwestia wyboru, decyzji rozstrzygnięcia między stronami, odrzucenia więc, rezygnacji itd.). Z kolei Sankty, rywal Roderyka i jego przeciwnik w pojedynku, to typowe indywiduum elegijne, które „tłumiąc swe zamysły i miłosne żądze”, pozostaje zarazem wierne. Jego strata jest klasyczną rezygnacją. Wielkoduszność Chimeny nieuchronnie natomiast wiąże się ze zwiększeniem dystansu i miłości jednocześnie. To spiętrzenie z konieczności zawiera też moment makabryczny. Serce – otwarte i związane – nie tylko się rozpala, ale – jako swoisty narząd przesady – szafuje krwią, w tym wypadku akurat krwią kochanka.

Wystarczy więc, że któreś z kochanków materię roszczenia rozwinie zanadto, by historia skończyła się krwawą jatką. Różnica między komedią i tragedią jest czysto ilościowa: Horacjusze są pod tym względem nie mniej komiczni niż Cyd. Bohaterowie wręcz uginają się od ciężaru tego, co ich obarcza. Przyjaźń, miłość małżeńska i siostrzano-braterska, do tego patriotyczny nakaz bratobójczej walki – niczego nie wolno pominąć, o niczym zapomnieć. Trwa swoista rywalizacja o większą otwartość. Tak że cnota „zbyt dziką się staje”. Czy nie jest dziki okrzyk Sabiny na chwilę przed bratobójczą bitwą – „Trzeba wam być braćmi!”? Albo jej pragnienie, aby oprócz miłości czuli jeszcze do siebie nienawiść? W końcu, rzecz jasna, w obliczu najdzikszego niepodobna wytrzymać. Dystans dzielący obarczonego, który najśmielej szafuje krwią, od reszty świata czyni go samotnym – „Czemuż nie chcesz do mojej wielkości się zbliżyć?” Ten element separującej pychy od początku konstytuuje naturę otwartego serca, które samo chce wziąć na siebie wszystko. Jeszcze przed walką Kuriacy woła z zapałem: „Zwyciężyć, zginąć możesz, lecz zawsze przeze mnie”. Owo „przeze mnie” odsyła do rzeczywistego świata, w jakim rozgrywają się dramaty Corneille’a, jaki zarazem tworzą. To, co nazywaliśmy dotąd obarczeniem albo ciężarem, jest w istocie materią bogactwa, którą roszczenia rozwijane z perspektywy gościnnego serca wyrażają.

Innymi słowy: obarczony poniekąd nie percypuje. Jego serce jest nieskończenie otwarte, ale też szybko się wypełnia (w grę wchodzi co najwyżej kilka roszczeń, zresztą absolutnie tradycyjnych i konwencjonalnych, charakterystycznych dla świata, w jakim przyszło akurat żyć). Można powiedzieć, że wyjściowy brak progu wrażliwości, swoista nadwrażliwość prowadzi do natychmiastowego jej pozbawienia. Serce wprawdzie kontempluje, od razu jednak i jednocześnie oddaje się autokontemplacji jako kontemplacji tego, co je wypełnia. Obarczony to człowiek niewoli i wierności. Paraliż, jaki wprowadzają w świat intensywne i nieselektywne pochłanianie, przesadna więź z roszczeniem, dystans i ślepota (choć nie wyklucza to – jak widzieliśmy – krwawych rozwiązań, kontemplacyjnych eksplozji) – oto dzięki czemu rodzi się świat bogactwa.

(Cytaty pochodzą z polskich przekładów Cyda i Horacjuszy)