Jacek Dobrowolski

Powrót wielkiej narracji (uwagi o Sloterdijku)

Wielkie narracje powracają, i to w wielkim stylu. Dwie ostatnio u nas wydane książki Petera Sloterdijka, Kryształowy pałac oraz Gniew i czas, stanowią tego samowystarczalne świadectwo, pokazując jednocześnie, że przekora, jaka przyświeca temu powrotowi, nie jest tylko retoryczna czy charakterologiczna, lecz metodologiczna – stanowi w istocie jeden z czynników konstruktywnych dla całej teorii; element strategii, który doskonale się broni jako narzędzie refleksji. Kto wie zresztą, czy przekora i przewrotność nie należą do najpierwszych i najszlachetniejszych cnót filozofa? I tak, wbrew panującym przekonaniom, na przekór komunałowi, któremu inni czołobitnie się kłaniają, najciekawszy żyjący niemiecki myśliciel Peter Sloterdijk w kolejnych esejach wypróbowuje instrumentarium filozoficznego „opisu całości”, panoramy czasu i przestrzeni, w której ramach mieści się tak geneza, jak i ontologia aktualności. Aby bowiem wskrzesić spośród trupów to narzędzie filozoficznej refleksji, jakim jest „wielka narracja”, i zastosować w sposób tyleż oryginalny, co inspirujący, wystarczy zdać sobie sprawę z jego konwencjonalności i arbitralności, które jednak nie są przeszkodami dla myślenia, ale właśnie warunkami jego gry. W wielkich narracjach, sugeruje Sloterdijk, w projektach „filozofii dziejów”, to nie ich całościowość stanowi o ostatecznej porażce, lecz raczej naiwny finalizm, zawsze kompromitująca, bo z zasady postchrześcijańska lub po prostu chrześcijańska eschatologia, której cienie organizują już u samego źródła wielki projekt liberalno-postępowy, tak samo jak i marksistowski.

Orgia, wolność, myśl

Jako fantazmat – jeśli nie rzeczywiste zdarzenie – orgia intryguje nie tylko samo ciało, ale też, co zresztą oczywiste, myśl. W swej formie, w swej mocy relatywizacji i odwrócenia, a także ekstazy orgiastyczność inspiruje myśl obietnicą radykalnej emancypacji, nawet jeśli – a może zwłaszcza dlatego, że – ambiwalencja orgii zawsze może wieść na pokuszenie, mamiąc ku pewnym sferom swobody efemerycznej i pozasystemowej, które w tej samej mierze zadowalają szybkim i pustym odlotem swobody (czy może raczej pustej swawoli), co rozczarowują kacem powrotu do nigdy nie słabnących, nawet gdy zmiennych i wahających się realiów opresji.

 

Fenomenologia żałoby narodowej

Co ostatecznie strona krytycznej refleksji może przeciwstawić wzniosłej metafizyce symboli? W dojmującym poczuciu, że stoi na gruncie tego, co płaskie, przyziemne, w lęku przed własnym cynizmem i banalizacją, przede wszystkim nie chce ona utracić szacunku dla ducha żałoby i w tym sensie nie naruszyć własnej z nim kruchej identyfikacji; pozostaje więc wciąż z nim tożsama, jednak w sercu tej tożsamości zachodzi rozdarcie, wahanie pomiędzy rozkoszowaniem się fantazmatem „jedności” a niechęcią do podporządkowania się woli mitotwórczej, jej symbolom i jej strażnikom. Wobec symbolicznej przemocy musi nastąpić jakiś wybór, wobec czego rozdarcie to kończy się gdzieś pomiędzy pokornym milczeniem a otwartą kontestacją; w jednym i drugim przypadku we wnętrzu podmiotu kryje się gotowe poczucie wstydu, jako oddzielny problem do rozwiązania.

Godard, myśl, orgia

24.02.2011

Godard jest Bogiem reżyserów. „Chcę wszystkiego” – mówi w licznych wywiadach, już nie pamiętam, w których. „Chcę wszystkiego” – to znaczy także, gdy Bóg jest w formie, "mogę wszystko". I rzeczywiście, najlepsze filmy Goda, a jest ich nie tak mało, oczarowują właśnie jako dowody na to, że Godard może i umie – po prostu wszystko. I na wszystko może sobie pozwolić, np. bohaterowie filmu ni stąd ni zowąd zaczynają śpiewać piosenkę (wtem: musical) – i nie ma w tym żadnej arbitralności czy przesady, przyjmujemy to z poczuciem upojenia koniecznością tego gestu.

Pornozofia Georgesa Bataille'a

W połowie XX wieku, w czasie, kiedy w filozofii panuje egzystencjalizm, Bataille zajmuje się tym, co subiektywne, ale od strony erotycznej, która granice subiektywności zaciera; sięga do otchłani doświadczenia wewnętrznego, aby dotknąć ekstatycznej zatraty siebie; myśli o śmierci, ale nie w kategoriach skończoności, a bardziej jako o sobowtórze orgazmu. W uszach ludzi początku XXI wieku jego teoria przypomina krzyk kogoś pogrążonego w dziwnym śnie; nasza neokonserwatywna pruderia chroni się w obliczu batalii Bataille’a w pobłażliwy i protekcjonalny cynizm, który lubi myśleć, że „straciliśmy niewinność”, jakiej potrzeba, by przekonywać, że człowiek uprawia seks dla seksu niczym sztukę dla sztuki, gdyż erotyka czyni z aktu kopulacji cel sam w sobie i cel główny, a jednocześnie święty, absolutny.

Zaratustra w tańcu z ajfonami

03.10.2010

Od kiczu do akademizmu, między wzniosłością a żenadą, po środku drogi między skalkulowaną inscenizacją a gorączkowym z(g)rywem – oto napięcia, które zdefiniowały atmosferę palikotowego political-show w Sali Kongresowej w pierwszą sobotę października roku kończącego pierwszą dekadę XXI wieku. Autor tych słów był tam, widział wszystko na własne oczy, czasem bił z zapałem brawo, czasem mruknął pod nosem „pierdolenie”, czasem ziewał, czasem zaś się rozmarzał. Poszedł na kongres założycielski „Nowoczesnej Polski” bez żadnych przed-założeń i oczekiwań. Wyszedł z wątpliwościami i mieszanymi uczuciami, ale z pewną przewagą dobrych.

Ofiary losu, czyli polskie, arcypolskie

Dodano 13.04.2010

Zwykle odkrywamy, że życie nie lubi podporządkowywać się ludzkim przekonaniom i pobożnym życzeniom. Że to ono pisze historię, że wymyka się his­to­rio­zofii i nie lubi dostarczać argumentów na istnienie opatrzności. Jednak w tym wypadku to his­toria napisała życie, podporządkowała własnej narracji, zmuszając je do takiego obrotu wydarzeń, do tak niesamowitych i wymownych koincydencji, jakby to opatrzność je dyk­towała – i przy okazji traktowała nas, Polaków, szczególnie. Napastliwa opatrznoś­cio­wość Drugiego Katynia ma w sobie przemożną władzę triumfującej symboliki (narodowej, romantycznej, martyrologicznej), wobec której nieko­nie­cznie musimy padać na kolana, ale mo­że­my łatwo przewidywać, czym ona stanie się dla Polski i dla polskiej samo­świadomości.

Czytelnik (7): Między katastrofą a entuzjazmem - o "Miłości, wojnie, rewolucji" E. Bendyka

Dodano 05.03.2010

Rzadko pojawiają się u nas książki, których zakres wyznacza ontologia aktualności, a perspektywę - spojrzenie globalne, czyli nieograniczone do czubka polskiego nosa. "Miłość, wojna, rewolucja" tworzy pod tym względem standard prawie bezprecedensowy, świadczący o tym, że jej autor to intelektualista iście "kosmopolityczny". Nie znaczy to, że o sprawach lokalnych nie ma tu mowy - przeciwnie. I właśnie to, że umieszczone są one w kontekście światowym, nie dominując nad nim, nadaje im wiarygodne proporcje, a zarazem czyni ciekawszymi, niż wtedy, gdy rozpatrywać je w nich i dla nich samych.

Czytelnik (6): Sebald - po katastrofie

Dodano 12.07.2009

Jedna ze strategii mających na celu pokazać, dlaczego to czy owo jest ciekawe, głębokie i godne uwagi, polega na tym, że wskazuje się na obecne w tym czymś napięcia, wewnętrzne sprzeczności i paradoksy. Bieguny, pomiędzy którymi waha się myśl autora. Jest to może w przypadku W.G. Sebalda przedsięwzięcie szczególnie przewrotne, ale i płodne. – Autor ten “na pierwszy rzut oka” może wszak sprawiać wrażenie prozaika bardzo nobliwego, “moralnie i politycznie słusznego” i doskonale niekontrowersyjnego. Idealnego wręcz kandydata do rozmaitych oficjalnych nagród... 

 

Krótkie wprowadzenie do rzeczy, których wciąż nie nauczyliśmy się od Nietzschego

Być może najważniejsze, co Nietzsche próbuje osiągnąć, sprowadza się do odpowiedzi na pytanie, jak przebierać wśród prawd, jak być wybrednym w świecie relatywnym? Jak nie dać się przytłoczyć nadmiarowi interpretacji? Jak nie być głupim tam, gdzie nie sposób być mądrym, ale zarazem nie być tak naiwnym, by cokolwiek wykluczyć i dać się sprowadzić do „uniwersalnego minimum”? A więc – poszukujemy kryterium maksymalistycznego doboru inkluzywnego.

Czytelnik (5): "Łaskawe" Jonathana Littela

20.10.2008

Spróbować zrozumieć człowieka w hitlerowcu, SS-manie i zbrodniarzu wojennym – i to człowieka z grubsza normalnego, takiego jak my, niepozbawionego żadnych „ludzkich uczuć”, a nawet w jakiś sposób może – o zgrozo! – bardziej kulturalnego niż my, głębszego niż przeciętna, inteligentnego, światowego i trzeźwego – zamiast skarykaturyzowanego przez pop-kulturę demona zbrodni pozbawionego „wszelkich ludzkich uczuć”, jakiego zwykle widzimy patrząc na dżentelmena w czarnym mundurze i z trupią czaszką na czapce – to wykonać eksperyment, który, o ile się uda, może się stać traktatem o nowoczesnej ludzkiej duszy.

21 października (wtorek) o 18.00 w PR II J. Dobrowolski będzie uczestniczył w audycji na temat "Łaskawych".

Letni Czytelnik (3, korespondencyjny): Muratow, Rzym

15.08.2008

...Tylko raz Muratow przechodzi niejako sam siebie i daje się ponieść bachicznej duszy Rzymu. Otóż miasto to jest przede wszystkim, jak o tym wiedzą wszyscy, którzy je odwiedzili, miastem baroku: do tej pory jego urbanistyka, architektura, substancja noszą dominujące piętno XVII wieku; to, jak wygląda jeszcze dziś Rzym, w dużej mierze wymyślili Bernini, Borromini i kilku innych podążających ich śladem pod kuratelą papieży, których wielką zasługą było to, że bardziej zajmowali się sztuką niż modlitwą. Ich wpływ na kształt Rzymu był tak znaczący, że do dziś możemy przeżyć coś tak olśniewającego jak napicie się wody z jednego z setek źródeł i nagła konstatacja, po ugaszeniu pragnienia, że ta fontanella to dzieło Berniniego, autora słynnej „Ekstazy św. Teresy”...

Letni Czytelnik (2): Kłopoty z Žižkiem

26.07.2008

...Z jednej strony ożywia Žižek stary i dobrze znany komunał: „Trzeba w coś wierzyć”. Jak można jednak uwierzyć na serio w to, że „trzeba w coś wierzyć”? Czy za tą wiarą istotnie stoi dobra wiara? Czy może raczej ironia, arbitralność, przewrotność? W końcu wiara to nie do końca jest coś, na co można się zdecydować (w przeciwieństwie, być może, do niewiary) – a więc jest coś zrazu, strukturalnie wręcz sztucznego i fałszywego w Žižkowym „skoku wiary”. To nie Kierkaegaard, ani nawet Tertulian. Za duże ma poczucie humoru, za dużo w tym zgrywu i wyrachowania. Z drugiej zaś strony, to zapewne właśnie przeciwstawienie wiary „zdrowemu rozsądkowi” odpowiada u Žižka za istotną moc jego refleksji, siłę reinterpretacji całej rzeczywistości.

Swobodne zapiski prozą na wiele tematów, ale do przeczytania w parę chwil

Dlaczego muchy zawsze latają po liniach prostych? Musza prostolinijność kontra komarza krzywolinijność.

Baudrillard - postmodernizm, postpolityka, postnihilizm

Już w latach 80’ Baudrillard zwrócił uwagę na wieże WTC – przypisując im rangę symbolu najnowocześniejszego stadium kapitalizmu, w którym zakodowane w symetrii binaryzmów różnice społeczne przestają odgrywać realną rolę, ustanawiając zamknięty system wzajemnego odniesienia i odbicia. Pozostaje rzeczą niewyjaśnioną, czy islamiści czytali Baudrillarda – ale na swój sposób odpowiedzieli oni na jego apel (pokochaj i uwolnij swoją śmierć)...

Subskrybuj zawartość