Maksymilian Wolski

Letni Czytelnik (1): Yukio Mishima, samuraj literatury

04.07.2008

Drodzy Czytelnicy, w sezonie letnim OM nie zawiesza działalności i proponuje Wam nowy cykl pt. „Letni czytelnik”. Nasi autorzy relacjonują w nim swe bieżące doświadczenia lekturowe i rekomendują Wam książki wedle własnego uznania. W odcinku pierwszym Maks Wolski opisuje ekstremalne przeżycia podczas lektury Yukio Mishimy, niedawno wydanego tomu opowiadań „Zimny płomień”.

Zapowiedzi OM - edycja jubileuszowa

05.02.2008

Drodzy Czytelnicy i Mili Przyjaciele! Już niedługo 3 urodziny OM oraz 10 jubileuszowa edycja naszego magazynu, w której powracamy do korzeni, czyli do literatury, i którą dedykujemy wolności (a tak!) Zgodnie z tym programem nadciąga moc atrakcji – fragmenty prozatorskie naszych stałych (Rusin, Kaszpiro, Dobrowolski) i nowych (Szaban) autorów, a także po raz kolejny prezentacja autora zagranicznego (Szentkuthy) z wprowadzeniem (Sikorski), esej o polskich przygodach Bakunina (Wolański), kolejne hasło w Orgiastycznym Słowniku Komunałów (Herer) i inne.

Nie przegapcie!

Wzruszyć ciałami - rozmowa z Lady Laurą

(...) ekshibicjonizm pozwalam sobie rozumieć „autorsko”. Otóż, jak dla mnie, ekshibicjonizm wynika z pewnego poczucia przepełnienia, niemieszczenia się w sobie, może być jednym z ciekawszych sposobów maskowania się i odsłaniania jednocześnie, podobnie jak nagość, to jeden z bardziej fantazyjnych i dobrze skrojonych ubiorów...

Klejnocki - "Polskie pisanie minimalne"

11.02.2006 Klejnocki – „Polskie pisanie minimalne”
 

Masłowskiej parę pierwszych haustów

18.05.2005
 
Bieżący numer „Lampy” przynosi fragment najnowszej prozy Doroty Masłowskiej pt. „Paw królowej”. Trzymamy rękę na pulsie i czekamy z ostateczną recenzją na całość, ale tymczasem ulegamy pokusie wstępnej oceny prezentowanego przez „Lampę” tekstu według czterech pod­sta­wowych kryteriów stosowanych przez OM, w skali od 1 do 10. Tak więc Dorota Masłowska o­trzymuje od nas:
 
W kategorii języka utworu: 4-6p

Czy hipertekst to przyszłość literatury

26.03.2005
 
Ostatnio obserwujemy kolejną falę zainteresowania zjawiskiem „literatury hipertekstowej”. Niestety, jak to zwykle się dzieje w świecie masowej promocji, akcja reklamowa „najbardziej wybitnej polskiej powieści hipertekstowej” Radosława Nowakowskiego pt. „Koniec świata według Emeryka”, posługuje się przesadnymi za­kwa­lifi­ko­wa­niami, pustymi hasłami i obietnicami, których nie da się spełnić.

Rozmowa z Wiktorem Rusinem

Postać eks­pery­men­talna, jak ją właśnie nazwałem, swoim pojawieniem się, swoim postrzeganiem i działaniem wywołuje pęk­nięcie w obrazie zastanego świata, obraz ten chwieje się, rozpada. W tym sensie można mówić o jakiejś dekon­strukcji. Natomiast w samej postaci chodzi raczej o to – w ostatecznym rozrachunku – żeby właśnie skon­struować nową możliwość egzystencji; wychodząc od paradoksów, czy przynajmniej od tego co za nie uwa­ża­my, ukształtować w sposób odmienny obraz świata, stworzyć inny obraz świata jako pewną moż­liwość, którą wybiera ta postać będąc najpierw celowo sprzeczna z zastałymi wzorcami zachowania, sprze­czna po to, żeby oczyścić się z narzuconych schematów.

"Pierwszy sonet rozpustny" Pietra Aretino

Historia „Sonetów rozpustnych” to w za­sa­dzie do tej pory jedna wielka tajemnica, nawet jeśli wziąć na poprawkę, że wszystkie dzieła Aretino zo­sta­ły po je­go śmierci umieszczone na ko­ś­cielnym indek­sie

Cała prawda o Józefie K. i "Procesie" Kafki

Wielokrotnie zauważano, że kiedy wielkie dzieło literackie osiąga status szkolnej lektury, wydarzenie to ma dla niego złożone i niejednoznacznie pozytywne konsekwencje. Z jednej strony – oznacza to wejście do „panteonu”. Z drugiej – w tym „panteonie” nierzadko trafia się na dwuznaczne, a czasem, cóż, po prostu nieprzyzwoite towarzystwo: dość pomyśleć, że do lektur szkolnych niejako z konieczności zalicza się „autorów patriotycznych”, zwykle pierwszej wody grafomanów (czasem uta­len­to­wa­nych grafomanów, jak Sienkiewicz), a nierzadko, po prostu ludzi pozbawionych intelektu, za to żarliwych piewców narodu, czyli czystej wody kretynów (jak np. Maria Konopnicka). Zaś z trzeciej jeszcze strony (tych stron jest zawsze więcej niż dwie, toteż nie ma nic skandalicznego w „trzeciej” stronie, ani nawet w „setnej”) – oznacza to, że dane dzieło uznano za „bezpieczne dla młodzieży”, „moralnie niepodejrzane” – czyli: przechodzi ono do rzędu dzieł-bezzębnych staruszków.

"Literatura zrujnowana" i polityka języka

...literatura zrujnowana mniej lub bardziej świadomie (na ile bowiem jej twórcy są w ogó­le świa­domi swoich poczynań, na ile w ogóle wiedzą, co mówią, to zawsze jest kwestia dysku­syj­­na, dość jednak zauważyć, że często sprawiają oni wrażenie osób mocno zdezorien­to­wa­nych) rezygnuje z konstrukcji, formy, struktury („rezygnuje” nie znaczy: „przekracza”, ale raczej: za­do­wala się bylejakością), wreszcie, nawet, z opowieści. Dokąd to wszystko pro­wa­dzi? Rzecz jas­na. Do banału. Pod owrzo­działą skórą języka od­naj­du­jemy więc już tylko wy­­­świe­chtane uczu­cia (a ściśle – resentymenty), powierzchowne percepcje – a wreszcie: bez­my­śl­ność. Lite­ra­tu­ra zrujnowana pragnie co prawda z bezmyślności uczynić swą cnotę...

Eros, pornos i inni

Gdyby w naszych czasach żył jakiś dionizyjski filo­zof, to jakże zatroskanym spojrzeniem musiałby ogarnąć współ­­czesne eu­ro­pej­skie przy­bytki za­bawy i tłumnego celebrowania ciał, owe podziemne lochy lub wie­lokon­dyg­nacyjne fabryki, które jednak rzadko zasługują na miano lu­pa­na­rów; w których tańczy się bez wyobraźni, flirtuje bez dowcipu, bez po­lotu uży­wa instynktów; używa też narkotyków, lecz nie przeprowadza ekspe­ry­men­tów na świadomości

Bardzo, bardzo długa i całkiem niekontrolowana rozmowa o prawie wszystkim z J. Dobrowolskim

Zawsze twierdzę, że wszystko wolno. A cóż w tym idiosynkratycznego? Pozornie może nic poza prostodusznością takiej postawy. Mówię o tym, bo w tym sensie dyskurs, który uprawiam, jest niejako całkowicie poza­sys­te­mo­wy i nieuchwytny. Jest wyra­zem radykalnej swobody i pojedynczości, przygodności myślenia.

Subskrybuj zawartość